Ślub Marty i Kuby
To był piękny, czerwcowy dzień. Tegoroczna wiosna była bardzo ciepła i słoneczna, więc nikt nawet nie zastanawiał się nad zabraniem z domu parasola. Przygotowania odbyły się w rodzinnym domu Marty, gdzie zebrali się rodzice i świadkowie. Z Martą i Kubą spotkaliśmy się już wcześniej podczas sesji narzeczeńskiej w lasku Marcelińskim, więc jechałem do nich jak do dobrych znajomych – chociaż oczywiście zawsze towarzyszy mi dreszczyk emocji. Na sam ślub pojechaliśmy do Lubonia, a dosłownie kilkaset metrów dalej odbyło się wesele. Lubię takie śluby, gdzie wszystko jest blisko siebie, wówczas nie trzeba tracić czasu na dojazdy i goście mogą szybko zasiąść do weselnego stołu ;)
Na weselu nie obyło się bez niespodzianek… Po wspaniałym pierwszym tańcu, goście z przytupem wyruszyli na parkiet. Jednak już po chwili zgasły światła i muzyka zamilkła… Na szczęście na dworze było jeszcze jasno, więc przerwę w dostawie prądu wykorzystaliśmy na sesję. Goście mieli chwilę na przejście się po okolicy i z podwojoną energią bawili się już do białego rana :)
Na poślubną sesję plenerową wybraliśmy się w niezwykłe miejsce położone niedaleko Murowanej Gośliny. Skaczący Młyn to świetny wybór zarówno na wesele, jak i na sesję. Piękne białe drewno oraz naturalna cegła to znaki rozpoznawcze tego miejsca. Otoczenie natury, lasów i rzeki Warty tworzy niesamowite połączenie, które skusiło również Martę i Kubę.
A jak wyglądał ten wyjątkowy dzień i sesja poślubna zobaczcie sami… ;)
Kościół Św. Barbary w Luboniu



Privacy & Cookies Policy
2 komentarze
28 lipca 2018 o godzinie 21:43 —
Piękna historia podkreślona pięknymi zdjęciami. Masz wyczucie 👍👍👍
7 sierpnia 2018 o godzinie 10:57 —
Dziękuję :)